fosiil
description

Pośpieszne wprowadzenie do akceleracjonizmu


Akceleracjonizm jest na tyle stary, by nadchodzić falami, to znaczy uporczywie, albo okresowo, za każdym razem niosąc bardziej naglące wyzwanie. Pośród wielu jego przewidywań leży przekonanie, że będziesz zbyt powolny, by zająć się nim w sposób spójny. A jednak, jeśli sknocisz odpowiedź na pytanie, które on stawia – bo się śpieszysz – przegrasz, być może bardzo dotkliwie. Jest trudne. (Dla naszych celów „ty” zastępujesz tutaj nosiciela „opinii ludzkości”.)

grafika wygenerowana w Qwertypology app stworzonej przez @doomcrypt: doomcrypt.github.io/qwertypology/


Każdy, kto chciałby jeszcze pozbierać swoje myśli na temat akceleracjonizmu, niech lepiej się pośpieszy. Wynika to z jego natury. Już parę dekad temu, gdy zaczął stawać się samoświadomy, doganiał trendy, które wydawały się zbyt szybkie, by je śledzić. Od tego czasu znacznie przyśpieszył.

Akceleracjonizm jest na tyle stary, by nadchodzić falami, to znaczy uporczywie, albo okresowo, za każdym razem niosąc bardziej naglące wyzwanie. Pośród wielu jego przewidywań leży przekonanie, że będziesz zbyt powolny, by zająć się nim w sposób spójny. A jednak, jeśli sknocisz odpowiedź na pytanie, które on stawia – bo się śpieszysz – przegrasz, być może bardzo dotkliwie. Jest trudne. (Dla naszych celów „ty” zastępujesz tutaj nosiciela „opinii ludzkości”.)

Presję czasu z samej jej natury myśli się z trudem. Nawet jeśli nie zakłada się koniecznej możliwości deliberacji, to zazwyczaj – z przytłaczającym prawdopodobieństwem – myli się ją z historyczną stałą, a nie zmienną. Jeśli kiedykolwiek był czas na myślenie, myślimy, że nadal jest i zawsze będzie. Ewidentne prawdopodobieństwo, że przydział czasu przeznaczonego na podejmowanie decyzji ulega systematycznej kompresji, pozostaje kwestią zaniedbaną, nawet wśród tych, którzy jawnie poświęcają szczególną uwagę rosnącej gwałtowności zmian.

W sensie filozoficznym, głęboki problem akceleracji jest transcendentalny. Opisuje on absolutny horyzont – to jest taki, który się przybliża. Myślenie potrzebuje czasu, a akceleracjonizm sugeruje, że czas niezbędny by to przemyśleć ucieka, o ile już nie uciekł.  Żaden współczesny dylemat nie zostaje podjęty na poważnie, dopóki nie uzna się, że szansa na to szybko zostanie stracona.

Należy podejrzewać, że jeśli zaczyna się publiczna dyskusja na temat akceleracji, to zjawia się w samą porę, by być spóźniona. W samym sercu głębokiego kryzysu instytucjonalnego, przez który ten temat jest „gorący”, tkwi implozja społecznej decyzyjności. Na ten moment, robienie czegokolwiek zajęłoby zbyt wiele czasu. Dlatego wydarzenia coraz częściej po prostu się dzieją. Zdają się wymykać spod kontroli bardziej niż kiedykolwiek, wręcz w traumatycznym stopniu. Odkąd podstawowe zjawisko wygląda jak awaria hamulca, znów powraca się do akceleracjonizmu.

Akceleracjonizm łączy implozję przestrzeni decyzyjnej z eksplozją świata – czyli z nowoczesnością. Należy więc zauważyć, że pojęciowa opozycja pomiędzy implozją a eksplozją w niczym nie przeszkadza ich realnemu (mechanicznemu) sprzężeniu. Najjaskrawszych przykładów dostarcza broń termonuklearna. Bomba typu H używa bomby typu A niczym zapalnika. Reakcja rozszczepienia wywołuje reakcję fuzji. Masa fuzyjna ulega zapłonowi zmiażdżona w procesie wybuchowym. (Nowoczesność to fala uderzeniowa.)

Mówimy tu już o cybernetyce, która również powraca uporczywie, w falach. Amplifikuje się aż do wycia, potem rozprasza w modnym i bezsensownym bełkocie, aż do uderzenia następnej fali.

Dla akceleracjonizmu kluczowa lekcja była następująca: Obwód ujemnego sprzężenia zwrotnego – jak regulator silnika parowego czy termostat – ma za zadanie utrzymywać stan jakiegoś systemu w miejscu. Jego produktem, w języku Gillesa Deleuze’a i Felixa Guattariego, francuskich filozofów cybernetyków, jest terytorializacja. Ujemne sprzężenie zwrotne stabilizuje proces, korygując dryf, a tym samym hamując odchylenia poza wyznaczony zakres. Dynamika jest podporządkowana stałości – zastojowi wyższego rzędu (higher-level stasis), albo państwu (state). Wszystkie modele równowagi systemów i procesów złożonych zachowują się podobnie. Aby uchwycić przeciwną tendencję, charakteryzującą samonapędzające się błądzenie, ujście lub ucieczkę, D&G ukuli nieelegancki, ale wpływowy termin deterytorializacji. Deterytorializacja to jedyna rzecz, o jakiej akceleracjonizm kiedykolwiek naprawdę mówił.

W sensie społeczno-historycznym, linia deterytorializacji odpowiada nieskompensowanemu kapitalizmowi. Podstawowym – i oczywiście w pewnym rzeczywiście znaczącym stopniu faktycznie zainstalowanym – schematem jest obwód dodatniego sprzężenia zwrotnego, w którym komercjalizacja i industrializacja pobudzają się nawzajem w niekontrolowanym procesie eskalacji, z którego nowoczesność wyprowadza swoje nachylenie. Karol Marks i Fryderyk Nietzsche byli jednymi z tych, którzy uchwycili ważne aspekty tej tendencji. W miarę jak obwód jest stopniowo zamykany lub intensyfikowany, wykazuje coraz większą autonomię, albo automatyzację. Staje się coraz ściślej auto-produktywny (o czym mówi już „dodatnie sprzężenie zwrotne”). Ponieważ tendencja ta nie odwołuje się do niczego poza sobą, jest z natury nihilistyczna. Nie ma żadnego wyobrażalnego znaczenia poza samo-amplifikacją. Rośnie, aby rosnąć. Ludzkość jest jej tymczasowym gospodarzem, nie panem. Jej jedynym celem jest ona sama.

„Przyspieszyć proces”, zalecają Deleuze & Guattari w 1972 w Anty-Edypie, cytując Nietzschego, reaktywując Marksa. Chociaż musiały minąć kolejne cztery dekady, zanim „akceleracjonizm” jako taki otrzymał krytyczną nazwę od Benjamina Noysa, to czekał tam już w całości. Istotny tu fragment warty jest powtórzenia w pełni (tak jak był wielokrotnie we wszystkich akceleracjonistycznych dyskusjach):

”… która ścieżka jest rewolucyjna? Czy istnieje tylko jedna? Czy wycofać się z rynku światowego, jak radzi Samir Amin krajom Trzeciego Świata, w dziwacznym geście odrodzenia faszystowskiego „rozwiązania gospodarczego”? Czy może pójść w przeciwnym kierunku? To znaczy: iść jeszcze dalej zgodnie  ruchem rynkowym, ruchem dekodowania i deterytorializacji? Być może z perspektywy teorii i praktyki przepływów o wysoce schizofrenicznym natężeniu przepływy są wciąż nie dość zdeterytorializowane, nie dość zdekodowane. Nie wycofywać się z procesu, lecz iść dalej, „przyspieszyć proces”, jak mówił Nietzsche: doprawdy w tej kwestii nie widzieliśmy jeszcze wszystkiego.”

Celem analizy kapitalizmu, czyli nihilizmu, jest robienie tego więcej. Procesu nie można skrytykować. Proces jest krytyką, która w trakcie eskalacji podłącza z powrotem do siebie. Jedyną drogą naprzód jest poprzez, co oznacza dalej w głąb.

Marks ma swój własny „akceleracjonistyczny fragment”, który w zadziwiający sposób antycypuje akapit z Anty-Edypa. W Mowie o zagadnieniu wolnego handlu z 1848 r. pisze:

“Na ogół jednak w naszych czasach system ceł ochronnych jest konserwatywny, podczas gdy system wolnego handlu działa rozkładowo. Rozsadza on dawne narodowości i do najwyższego stopnia zaostrza antagonizm między burżuazją a proletariatem. Słowem, system wolnego handlu przyśpiesza rewolucję socjalną. I tylko w tym sensie rewolucyjnym wypowiadam się, panowie, za, wolnym handlem.”

W tej zarodkowej matrycy akceleracjonizmu nie ma rozróżnienia między zniszczeniem kapitalizmu a jego intensyfikacją. Autodestrukcja kapitalizmu jest tym, czym kapitalizm jest. Obok opóźnień, częściowych kompensacji czy zahamowani, „twórcza destrukcja” jest nim w całości. Kapitał rewolucjonizuje się sam bardziej gruntownie, niż mogłaby to zrobić jakakolwiek zewnętrzna „rewolucja”. Jeśli późniejsza historia nie potwierdziła tego ponad wszelką wątpliwość, to przynajmniej symulowała taką certyfikację, w stopniu przyprawiającym o obłęd.

W 2013 r. Nick Srnicek i Alex Williams szukali rozwiązania dla tej niedopuszczalnej – wręcz „schizofrenicznej” – ambiwalencji w swoim Manifeście polityki akceleracjonistycznej, który miał na celu sprowokowanie ściśle antykapitalistycznego „lewicowego akceleracjonizmu”, wyraźnie wytyczonego przeciwko swemu cieniowi – odrażająco prokapitalistycznemu „Prawicowemu akceleracjonizmowi”. Ten projekt – co było do przewidzenia – okazał się bardziej skuteczny w reanimacji kwestii akceleracjonstycznej niż w jej jakimkolwiek długofalowym ideologicznym oczyszczeniu. Tylko przez wprowadzenie całkowicie sztucznego rozróżnienia między kapitalizmem a nowoczesnym przyspieszeniem technologicznym można było w ogóle narysować pomiędzy nimi granice. Niejawne zawierał w sobie wezwanie do nowego leninizmu, ale bez NEP-u (i z utopijnymi techno-menedżerskimi eksperymentami chilijskiego komunizmu, pokazanymi jako wzorzec).

W ostatecznej samodefinicji kapitał nie jest niczym innym niż abstrakcyjnym, przyspieszającym czynnikiem społecznym. Wyczerpuje się w dodatnim schemacie cybernetycznym. Niekontrolowana ucieczka pochłania jego tożsamość. Każde inne określenie zostaje odrzucone jako wypadek na pewnym etapie procesu intensyfikacji. Ponieważ wszystko, co jest w stanie konsekwentnie zasilać akcelerację społeczno-historyczną, będzie koniecznie lub w istocie kapitałem, perspektywa jakiegokolwiek jednoznacznie „lewicowego akceleracjonizmu” zyskującego poważny rozmach może być śmiało odrzucona. Akceleracjonizm jest po prostu samoświadomością kapitalizmu, który dopiero się rozpoczął. („Nie widzieliśmy jeszcze wszystkiego.”)

W momencie pisania tego tekstu wygląda na to, że lewicowy akceleracjonizm zdekonstruował się z powrotem do tradycyjnej polityki socjalistycznej, a akceleracjonistyczna pochodnia przeszła w ręce nowego pokolenia błyskotliwych młodych myślicieli propagujących „Bezwarunkowy Akceleracjonizm” (ani R/Acc., czy L/Acc., ale U/Acc.). Ich internetowe tożsamości – jeśli nie w jakikolwiek łatwy do wyodrębnienia sposób ich idee – można wyszukać w social mediach poprzez osobliwy hasztag # Rhetttwitter.

W miarę nasilającego się naporu blockchainu, logistyki dronów, nanotechnologii, kwantowej komputacji, genomiki obliczeniowej i wirtualnej rzeczywistości, zanurzonych w coraz większych gęstościach sztucznej inteligencji, akceleracjonizm nigdzie się nie wybiera, chyba że jeszcze głębiej w siebie. Być popędzanym przez to zjawisko, do punktu ostatecznego paraliżu instytucjonalnego, jest samym tym zjawiskiem. Oczywiście – czyli całkowicie nieuchronnie – gatunek ludzki określi to ostateczne zdarzenie ziemskie jako problem. Zobaczyć je to już powiedzieć: Musimy coś zrobić. Na co akceleracjonista może tylko odpowiedzieć: Dopiero teraz to mówisz? Być może powinniśmy zacząć działać? W swoich chłodniejszych wariantach, czyli tych, które odnoszą sukces, przejawia tendencję do śmiechu.