Grafika autorstwa Henry’ego Dargera
Tak nieznośnie uciążliwy, jak i proroczy, tekst Teorii Młodej-Dziewczyny Tiqqun doprowadza do punktu kulminacyjnego skłonność marksistowskiej lewicy do złośliwej, ukradkowej mizoginii1. Pomimo licznych trafnych spostrzeżeń, jest to tekst nawiedzany przez widma utraconej bezpośredniości i wrodzonej wartości, gorączkowymi wizjami skażenia i zaniku „najcenniejszej i najpowszechniejszej […] ludzkiej wytwórczości” (88), udręczonej potrzebą, by „wyobrażenia wielkości czy prestiżu” (90), „treści i znaczenia” (118) były solidnie uwiązane do tradycji i politycznej determinacji, aniżeli porzucone na pastwę rynku. Przepełniony ledwie skrywanym pogardliwym znużeniem, pozornie spragniony bliskości, dręczony niepewnością (flirtowanie to istne piekło) i lękiem przed odrzuceniem (jeszcze gorsze jest odrzucenie), jawi się jako jeden z najbardziej podstępnie jadowitych traktatów w długiej historii gerontokratycznego, męskiego resentymentu. Bez względu na dobre intencje, z jakimi czytelnik przystępuje do lektury, nieuchronnie zaczyna zastanawiać się nad gorliwością, z jaką Młoda-Dziewczyna jest nieustannie i stanowczo potępiana, nad źródłem tej żarliwej potrzeby, by ją obnażać, rozbierać, udowadniać jej, ile jest naprawdę warta, ukazawszy, że nie ma autonomii nad sobą ani nad własnym ciałem, że wszelkie odczucia wolności, władzy czy radości, jakich może doświadczyć, są właściwie poczuciem bycia strukturalnie gwałconą, czemu sama jest sobie winna.
To przyprawiająca o mdłości mieszanka resentymentu przeradzającego się w mizoginię, politycznego zadufania i egzystencjalnej rozpaczy typowej dla starzejącego się towarzysza zrzędliwie wertującego egzemplarz Wysokich Obcasów w trakcie popalania fajki w lokalnej kafejce. Można sobie wyobrazić jego gniew na to, jak „współczesna kobieta” roztrwoniła wolność, o którą tak dzielnie walczyli jego poprzednicy (50), zanim jego myśli odpłyną i zacznie rozpamiętywać dawne odrzucenia… po czym sam siebie pociesza myślą, że kobiet widzianych na stronach tych magazynów, tak samo jak czytelniczek koniec końców tak naprawdę nie ma (w przeciwieństwie do niego, wciąż mającego do czynienia z eigentlich, „w zażyłości z samym sobą” [54], zdolnego do „prawdziwej EKSPRESJI” – stąd zmarszczki [27]). Po cichu rozkoszuje się pewnością, iż jej „maniakalny wysiłek uczynienia swojego wyglądu ostatecznie nieprzepuszczalnym dla czasu” (52) z pewnością zawiedzie, bo albo zostanie „nabyta”, a wtedy jej towarowo aura opadnie i wyjdzie na jaw, że „jest pizdą i śmierdzi” (85), albo zestarzeje się, „spróchnieje” (23), „rozłoży” (45), „zgnije” (88, 112), stając się odpowiednio „szkaradną” (29), „bezkształtną” (29) i „pierwotniakowatą” (26), jaką w istocie zawsze była. Przekona się, co ją czeka, gdy zostanie wycofana z obiegu, „zdemonetyzowana” (88). Jej neurotyczny stosunek do czasu (55) nabierze gorzkiego posmaku, ponieważ (jak on doskonale wie) młodość jest „czymś bezustannie TRACONYM” (52), a tym, co pozostaje jest „nic innego jak starość i śmierć” – w rzeczywistości, pod tym całym makijażem, jej „twarz jest obliczem śmierci” (120). Być może nawet pozwala sobie troszkę pomarzyć, żeby choć raz być człowiekiem czynu, decydującym o jej losie na „rynku uwodzenia” (128), w „obrocie pragnień” (102), ranić ją tam, gdzie naprawdę zaboli („Co za zniewaga! Odrzucona przez starucha! […] Czyżby jej wartość rynkowa spadła?” [80]). Gdyby dała sobie szansę lepiej go poznać, gdyby „relacje niegdyś kierowane bezpośredniością” nie zostały tak całkowicie „zapośredniczone przez wyalienowaną społeczną totalność” (56), sprawy potoczyłyby się inaczej! Ale tak czy inaczej jest ona oziębła (62), nie sposób jej pokochać (72) i jest niemal pewien, że smuci się, gdy wraca sama do domu („z dala od wszelkich spojrzeń […] szlocha i szlocha” [122]). W kwiecie wieku mogłaby się oszukiwać, ale on wie swoje, gdyż to tylko „odroczenie” (23): „zanim jej rozkład stanie się zbyt oczywisty […] wyjdzie za mąż” (24); kiedy „osiągnie graniczny wiek dziecinności […] rozmnoży się” (39). Wreszcie przekonuje siebie, że to ona powinna się obwiniać, gdy skończy jako singielka – sama sobie jest „strażniczką” (54), „niewolnicą” (24, 56, 127), „więźniarką” (34, 54); nawet mu nie dała, „ustanawia przestrzeń władzy o tyle, o ile przestrzeń ta nie jest, w ostatecznym rozrachunku, środkiem, by się do niej zbliżyć” (51). Nie jest tego warta! I to ostatnie słowo. Może jednak powinien spróbować zadzwonić do niej ponownie, bo z pewnością skorzystałaby z jego cennych spostrzeżeń…
Oto daliśmy się złapać na wyrafinowaną ironię Tiqqunu. Młoda-Dziewczyna niekoniecznie musi być młoda, nie musi być nawet dziewczyną. „Młoda-Dziewczyna nie jest oczywiście upłciowionym pojęciem”. Co oczywiste, „to nie teoria Młodej-Dziewczyny jest wytworem mizoginii, lecz sama Młoda-Dziewczyna”2 – oczywiście! A jednak… napotykamy na istotne trudności, próbując wyodrębnić argument spod tej warstwy buzującego resentymentu; właściwie oddzielenie jednego od drugiego okazuje się tak kłopotliwe, że zdaje się tu działać głębsze powinowactwo, i to jedna z rzeczy, która czyni ten tekst tak potężnym, a zarazem tak trudnym do ustosunkowania się.
Brutalnie dzieląca i upraszczająca siła strategii retorycznej Tiqqun, niewątpliwie zaprojektowanej zgodnie z maoistowską zasadą: „jedno dzieli się na dwa”. Ustanowiono ścisły binaryzm pomiędzy biernymi frajerami, którzy „z miejsca kapitulują” a tymi buntownikami, tymi buntownikami, co kontrolując i kanalizując swoją unicestwiającą nienawiść wobec Młodej-Dziewczyny, podejmują drastycznie brawurową „przestępczą ścieżkę”, żeby „naruszyć Imperium” (13), siły „Zła” w postaci „rozpraszaczy” (117). Ale miałem jechać na stację Tosche po konwertery mocy!
W ripoście wobec tego jurnego heroizmu kuszące jest celowe przyjęcie pasywnej postawy, reagowaniem na każdą stronę „dosłownie ja bez kitu”, sprzeciwić się jego napuszonej napastliwości poprzez ironiczne odwrócenie perspektywy i uczynienie z hasełka pozytywnego manifestu (postawa godna podziwu realizowana przez Alex Quicho w tekście Everyone is a Girl Online, pokrewną strategię znaleźć można w Females Andrei Long Chu). Niemniej „uśmiech nigdy nie służył za argument” (40), a skoro Młoda-Dziewczyna to „system wizyjny”, dla każdego spełniający funkcję soczewki do „pokazania, ile są warci” (13), poprawmy jej zaimki na nieosobowe „ono” i zobaczmy, czy uda się wydłubać argument z ropiejących grud (ironicznej!) mizoginii.
Kobiety i młodzież reprezentują te wymiary życia ludzkiego – krótko mówiąc, sferę domową usytuowaną poza heteroseksualną reprodukcją i rynkiem pracy – które historycznie uchodziły za względnie wolne od kapitalistycznych stosunków z uwagi na ich niebezpośredni wkład w sferę produkcji. Z tego samego powodu rzecz jasna pozbawiono ich wynagrodzenia za rolę, jaką spełniają w reprodukcji społecznej, pozostawiono besilnymi i pozbawionymi sprawczości, raczej jako przedmiot niż podmiot fantazji, o tyle, o ile kapitalizm nie dotarł jeszcze do etapu, gdzie musiał się nimi posiłkować w celu napędzania ciągłej ekspansji. Dlatego też stanowili rezerwuar potencjału zdolnego do zakłócenia kapitalistycznych zależności (Tiqqun w tym miejscu cytują „Baudrillarda-Trissotina”, s. 47). Gdy w końcu kobiety i młodzież zostały należycie wpisane w kapitalistyczny socius, to, co nastąpiło, tak właściwie nie było emancypacją, a „mitem emancypacji” (Tamże): zamiast faktycznego zyskania władzy i sprawczości przez ową grupę (co przecież wymagałoby prawdziwej rewolucji), Kapitał w rezultacie zyskał na sprzedaży spektaklu emancypacji jego rzekomym beneficjentkom, podczas gdy one same stały się jedynie przekaźnikami jego ideologii.
Dopuszczenie kobiet i młodzieży do obiegu kapitalistycznego jest równoczesne i poniekąd równoznaczne z epoką Spektaklu. W tym sensie, jak utrzymuje Tiqqun „nie ma żadnego metafizycznego pokrewieństwa między postacią Młodej-Dziewczyny a kobietami lub młodzieżą, lecz wyłącznie więź historyczna”2, oraz Dziewczę jako takie jest produktem mizoginii, nieodłącznej dla patriarchalnej struktury Kapitału, która wraz z nadejściem Spektaklu ulega tylko się uszlachetnia. Tiqqun liczy się z faktem, iż nadszedł moment, gdy Dziewczę zasadniczo nie jest tylko wytworem patriarchatu – „konkretnie rzecz biorąc, wymknęł[o] się tym, których fantazje zaludnia, aby stawić im czoła i ich zdominować” (24); jest „wyemancypowan[e] ze sfery domowej i wszelkiego płciowego monopolu” (30) – jednak ten moment został natychmiast zniesiony przez dialektykę pana i niewolnika, bowiem ostateczny młodo-dziewczęcy „triumf ma swoje źródło w porażce feminizmu” (8); „męska logika niezauważenie pokonuje kobiety” (15), bo tak bardzo są one uwikłane w znaki i symulakra rozpowszechniane w służbie Kapitału.
Wszystko to rozgrywa się w następstwie pierwszej wojny światowej, w okresie, który zapoczątkował stopniową kolonizację przez kapitał wszystkiego, co znajdowało się poza sferą produkcji, w ruchu prowadzącym ku „ostatecznemu momentowi […] uspołecznienia” czy „uczłowieczenia” Kapitału (18), co spowodowałoby unicestwienia prawdziwie ludzkiej różnicy (włącznie z „osobowością”, „charakterem”, „dystynkcją rodową” […] wszelką specyfiką klasową czy etniczną” [17]) i zastąpienia jej przez wymienialne pseudo-różnice w postaci kategorii towarowych. Kapitał sięga poza sferę produkcji, aby całkowicie opanować integrację podmiotów dzięki konsumpcji i wiecznie nakręcanemu zapotrzebowaniu na autowaloryzację i samouprzedmiotowienie; poprzez zbywalne pragnienia i opinie SIĘ (13, 26, 30, 34… odniesienie do Heideggera jest nie do przeoczenia). Proces ten oznacza zagładę podmiotu pojmowanego jako miejsce prawdziwej różnicy i „zażyłości [samo] z sobą” (18) na rzecz pseudo-podmiocia pośredniczącego w wartości wymiennej. Wraz z unicestwieniem wszelkiej nieprzejrzystości wobec Kapitału, jaką niegdyś stanowiła prawdziwa różnica podmiotu i jego autorefleksyjność, Dziewczę -podmiocie ostatecznie osiąga totalną bierność – „absolutną przejrzystość” (Tamże) wobec wymiennych przepływów kapitału.
W tym samym momencie, gdy kapitalizm celebruje własną zdolność do włączania faktycznej młodzieży i kobiet w kapitalistyczno-demokratyczne społeczeństwa, gdzie każda jednostka zostaje „uwłasnowolniona (empowered)”, Dziewczę jest wręcz stworzone, by stać się „idealizacyjnym regulatorem integracji obywateli do Imperium” (16). Dziewczę to metonomiczna figura reprezentacyjna dla najdalej posuniętej realnej subsumpcji pod Kapitał wszelkiego ludzkiego życia bez wyjątku (11–14), a także jej pierwszy model historyczny (poprzez przerwaną emancypację i wzorcowe pacyfikowanie włączania kobiet, ciał i młodzieży w kapitał za sprawą sfery konsumpcji). Rola, jaką Dziewczę odgrywa w żadnym razie nie jest czysto reprezentacyjna czy iluzoryczna: jest ono częścią-maszyny, prawdziwym „zasobem produkcyjnym […] konsumentką, producentką, konsumentką producentów, producentką konsumentów” (65); pełni ono rolę regulatora, „nowej figury władzy” (16) na usługach rynku bardziej potężnej niż jakakolwiek instytucja dyscyplinarna, czegoś w rodzaju rozproszonego dobrego gliny w czasach, kiedy władzę i autorytet uczyniono giętką i zmolekularyzowaną. Koniec końców kapitalizm niczego nie wymyśla, Dziewczę (abstrakcyjne) jedynie pasożytuje na historycznie uprzednich zachowaniach, postawach i wizerunkach (empirycznej) młodej dziewczyny, symbolicznie wiązanych z wysoko cenionymi uczuciami, z wszystkimi dziedzinami życia, które były problematyczne i dotąd znajdowały się poza zasięgiem kapitalistycznej subsumcji. Z tych resztek, poskładało nieodparcie uwodzicielski świat fantazji, gdzie każdy (nie tylko dziewczęta) może osiąść. Świat ten skutecznie utowarowia wszystkie wcześciej nieprzyswajalne elementy i replikuje sam siebie drogą memetycznego zakażenia, szerząc się, aż nie sposób mu umknąć, i nakładając karę za wszelkie odstępstwo. Wszystko, co w relacjach międzyludzkich stawiało opór pełnej integracji i realnej subsumpcji, popada w zapomnienie i zostaje zastępione namiastkowym symulakrum (nic innego jak „zapomnienie Bycia”, jeszcze raz o niewątpliwie heideggerowskim posmaku [33]).
Widać zatem, że jeśli wirtualne Dziewczę jest modelem, to aktualne Dziewczęcia są egzemplarzami, w tym sensie, że każde niczym się nie różni od pozostałych („Wszystko jedno, jak nie ta, to inna… [83]). Wszechobecność tych klonów zaprowadziła do „rozdrobnienia wszystkiego, co spowolniło totalną mobiliację pragnienia” (44), napędzając zarówno „produkcję towarów” (Tamże), jak i wtłaczanie w społeczne realia „fałszywej i żałosnej metafizyki” (33).
Olbrzymie napięcie, jakie Młoda-Dziewczyna z trudem stara się wyjawić polega na tym, że choć każde sklonowane Dziewczę jest na pozór „oswobodzone” dzięki absolutnej lekkości kompletnego posłuszeństwa i przejrzystości wobec wszystkiego, co przez nie przepływa, to zarazem dźwiga ono (jako wzorcowy szablon czy uniwersalny model) całą złowrogą totalność społeczną, której wyznacza kurs. Ciężar to niemały, zwłaszcza że Dziewczę wyłania się na tym stadium rozwoju kapitalizmu, gdy fizyczne wydobywanie zasobów przygasa coraz bardziej, a co za tym idzie jest ono zobowiązane służyć za „dowód oraz poparcie dla nieograniczonego dążenia do waloryzacji wobec ograniczeń procesu akumulacji” (34).
Potępienie przez Tiqqun lekkości, z jaką Dziewczę doświadcza samo siebie będzie więc ciążyć tak mocno, jak nakazuje historyczna powaga. To nie do zniesienia, gdy Dziewczę wedle własnego mniemania czyni coś „fajnego”, odświeżającego, nowatorskiego, wyzwolonego, interesującego, a już szczególnie, gdy przypuszczalnie myśli (albo myśli, że myśli), że jest pełne życia. To jedynie zniewolona osoba, której przyznano manumisje pod warunkiem odegrania roli schematów społecznych i rozsiewcy alienacji, żeby okazać się pustym „nośnikiem” (107, 116), swoistym chromosomalnym środkiem transportu dla Kapitału, środkiem przekazu „całej rzeczywistości abstrakcyjnych kodów Spektaklu”, naczyniem reprodukcyjnym (42): „Cokolwiek [ono] ujrzy traktuje jak towar i w takowy przemienia. W tym sensie [Dziewczę] zajmuje dogodniejszą pozycję w nieskończonej ofensywie Spektaklu” (111).
Pozór właściwej Albertynie lekkości i „swobody ruchu” (34) przeczy faktowi, że cała Dziewczęca aktywność (która tak naprawdę nie jest aktywnością a pasywnością: Młoda Dziewczyna „nie bawi się wyglądem” [35], „nie mówi [ale] jest mówiona” [36], „nie kocha” [57], „nie dysponuje żadnymi cechami” [53], i tak dalej) w istocie naznaczona jest martwą, gnuśną ociężałością, identyczną z tą, jaka cechuje „rozczarowane, a jednak uparcie wytrwałe tradwife” (30), skoro i Dziewczę jest obarczone odpowiedzialnością za służalcze reprodukowanie całego porządku społecznego (zadanie realizowane „z automatyzmem odludka” [34], nic innego jak „atrybut [jenu] własnego programu” [50]). Co z tego wynika? „Rzekome wyzwolenie kobiet [więc mowa jest jednak o kobietach…] nie polegało na ich uwolnieniu ze sfery domowej, lecz raczej na przeniknięciu udomowienia do wszystkich dziedzin życia społecznego” (43; por. 27: „W ostatecznym rozrachunku, ideałem Młodzej-Dziewczyny jest udomowienie”).
Można mieć swoje przypuszczenia dlaczego „całkowite udomowienie” szorstkiego, chłopskiego świata produkcji wywołuje w Dziadersie-Marksiście taką wściekłość – ten uczuć, gdy wracasz z fabryki, a twoja niegdyś seksowna i szykowna panienka zaczyna suszyć ci głowę – ale jego zdaniem, najwyraźniej jest to źródłem „cierpienia” jej samej, do którego (bądźmy szczerzy, to ona) nigdy się nie przyzna, a przy którym on stanowczo obstaje: „Młoda-Dziewczyna jest optymistyczna, podekscytowana, nastawiona pozytywnie, szczęśliwa, rozentuzjazmowana, uradowana; innymi słowy cierpi” (45; zobacz także 35, 38, 60, 76, 110, 125, 127, 129 oraz najbardziej wymowne 135: „Jedynie w swym cierpieniu, Młoda-Dziewczyna jest godna pokochania”). Pomniejsze, tragiczne uwagi, na jakie Stary-Dziad ze złośliwą satysfakcją pozwala sobie wobec Dziewczęcego życia, wynikają z przekonania, że jest ona uwięziona w domowych błahostkach i żyje w cieniu własnej degeneracji w matkę lub żonę – stąd nieunikniony los powrotu do obiegu reprodukcji. Do tego dochodzi niemożność sprostania temu, co prawdziwie ludzkie, niedostatek, jakiego jest mgliście świadoma, ilekroć w chwilach samotnej rozpaczy dopada ją własna nieszczerość.
Dziewczę jest znienawidzone tylko dlatego, że jest ziejącą, banalną pustką, pustym naczyniem, okropnym nośnikiem, niczym, dotkliwą nicością, niczym więcej jak bezmózgą, zwiedzioną kukiełką, która nigdy nic nie robi. Ale… to nie ma nic wspólnego z płcią, taa, jasne.
A jednak… jeśli pominąć kwestię zwięzłości stylu, jaki właściwie dystans dzieli „śmieciową teorię” Tiqqun od powstałego w tym samym czasie niesławnego satyrycznego peanu Adolpha McGroota celebrującego zasługi Rozpruwacza z Yorkshire dla sprawy Radykalnej Lewicy:
Nigdy za mocno nalegać na upolitycznienie ginocydalnej furii Sutcliffe’a […] Kapitalizm jest kobietą. A jeśli jest kobiecy, to ginocyd jest ostatnią politycznie rewolucyjną agendą, jaka pozostała.
Rozkwit feminizmu w gospodarczo rozwiniętych zachodnich demokracjach liberalnych po przewrotach końca lat sześćdziesiątych nie tylko przypadkiem „zbiegał się” z rozpadem rewolucyjnego oporu wobec kapitalizmu i klęską socjalizmu jako siły politycznej. Dosłownie i w przenośni odciął mu jaja. Za sprawą prywatyzacji sprzeciwu, gloryfikacji samolubnego kobiecego narcyzmu i udomowienia polityczności – doskonale ujętych w haśle Prywatne jest polityczne – feminizm wykastrował rewolucyjny opór wobec konsumpcyjnego kapitalizmu i zapoczątkował ideologiczną legitymizację bierności i konformizmu, która pomogła ugruntować w zachodnich demokracjach niekwestionowane panowanie wolnorynkowego „konsensusu_”_ bezgrzesznej konsumpcji.
Globalny kapitał właśnie umacnia swoje długoterminowe biopolityczne inwestycje, a kobiety – prawdopodobnie z racji jakiejś żarłocznej fizjologicznej predyspozycji do konsumpcji – są wielkimi inkubatorami tego biopolitycznego kapitału. Każda samica jest zarazem miejscem konsumpcji i łonem dla jej reprodukcji; to zarówno konsumentka, jak i wylęgarnia przyszłych konsumentek. Tym samym całkowita feminizacja populacji, niezależnie od biologicznej płciowości, stanowi najwydajniejszy sposób zapewnienia nieustannej uległości ze strony zadowolonej oraz doskonale posłusznej konsumenckiej siły roboczej, pilnie szlifującej umiejętności współpracy w miejscu zatrudnienia przy jednoczesnym pielęgnowaniu ustępliwego domatorstwa z „partnerem” u boku.
„Kobiecość” nie jest już tylko cechą biologiczną, lecz rygorystycznie egzekwowanym warunkiem socjologicznym, ideologicznym imperatywnym mającym zmaksymalizować potencjał populacji do uległej konsumpcji. Udomowienie polityczności, jej feminizacja czy kastracja sprowadzają się do jednego: stopniowego wyrugowania zdolności do odmowy. […]
A skoro kapitalizm jest kobietą, to mizogina przestaje być osobistą patologią, a uniwersalną sprawą polityczną. Kobiecy kapitał jest wrogiem gatunku ludzkiego. To żadna prywata, chodzi o politykę, pizdo3.
W uścisku odnowionego przez Tiqqun „wizjonerskiego projektu urbanistycznego [Sutcliffe’a] w zakresie utrzymania czystości” – diagnozy tym brutalniejszej, im mocniej przesiąkniętej beznadziejnością, w której słuszny gniew wobec odczłowieczającego Spektaklu służy za wygodne alibi dla rozmyślnego zwracania każdego mizoginicznego tropu, jaki udało się spisać – zostało niewiele na jakikolwiek ruch: Tiqqun uznają aspekty zakażenia i regresji („Wyobcowanie poprzez zainfekowanie” [23]; „Wszystko, co wchodzi z nią w kontakt, zostaje zdegradowane do Młodej-Dziewczyny” [70]) i nawet aspekt akceleracyjny, kiedy „Młodo-Dziewczęce sformatowanie jest coraz powszechniejsze”, konkurencja się zaostrza i „konieczny staje się skok jakościowy; wyposażenie się w nowe i niespotykane atrybuty nabrało pilnego charakteru: Trzeba wkroczyć w jakiś jeszcze dziewiczy obszar” (19). Jednak i to, rzecz jasna, sprowadza się do zwykłej kapitulacji – a więc, w gruncie rzeczy, do niczego.
Następnie cała analiza zostaje zawieszona wskutek nalegań Tiqqun, iż mamy do czynienia z „krytyczną sytuacją przejściową”, w ktorej Młoda-Dziewczyna „wyszła z użytku” (20), co daje okazję do przeciwdziałania usiłowaniom Dziewczęcia na rzecz „pokrycia życia powłoką, która skryje daleką od różu rzeczywistość” (31). Niewiele jest jednak wskazówek, jaką formę miałoby to przybrać w praktyce („Zostaną przeprowadzone ataki” [13]; Niech się wyśpi?).
W skrócie, Dziaderski-McGroot postrzega Młodzą-Dziewczynę jako element zinstrumentalizowanej nadbudowy, „czysto ideologiczne stworzenie” (66), nie więcej niż muła do przemytu planów Gwiazdy Śmierci upchanych w jej gnijącym zadzie. Ta wyalienowa, wyrachowana, zawodowa karierowiczka-uwodzicielka jest albo złośliwą piczką-zasadniczką obsesyjnie przejętą mierzeniem własnego „potencjału uwodzenia”, lecz niechętną gdy przychodzi co do czego, albo całkowicie bierną, leniwą pośredniczką w przekazywaniu dóbr. W obu przypadkach, nie chce jej się ruszyć dupy i dlatego go to wkurza. Albo mi dasz, albo szukaj normalnej roboty, byle bez wciągania mnie w te swoje odrażające zacisze domowe.
Kiedy Dziadobrody-Oskarżyciel-Marks bez przerwy drąży, wysuwając jeden zarzut za drugim „Młoda Dziewczyna zrobiła tamto i siamto”, Dziewczęcy-Marks potajemnie snuje marzenia o usłanym różami poranku, jaki nastąpi po „krytycznej sytuacji przejściowej”. Wygląda na to, że końca nie będzie. Ani sekundy, nie szczędzi nawet pojedynczego zdania na zastanowienie się co Dziewczę może zdziałać, co mogłoby oznaczać (Trzymajcie się mocno i oplujcie mnie) czerpanie przyjemności (enjoy) – nieważne, czy chodzi o znoszenie czegoś [endure] czy zachwycanie się [enjouir] 4 – z zajmowania i afirmowania pozycji podmiotowej, którą Dziad pogardliwie potępia i zasypuje tysiącem protekcjonalnych obelg mających na celu zawstydzenie, wzbudzenie samonienawiści czy obarczenie odpowiedzialnością i poczuciem winy. Nikła ciekawość dlaczego ktoś mógłby woleć „stać się towarem, zamiast biernie znosić jego tyranię” (75) i co z takiego wyboru mogłoby wyniknąć. Brak zainteresowania tymi, którzy „zawłaszczają to, co ma być skonsumowane i posuwają się dalej (…) znosząc coś skrojonego pod konsumpcję i afirmując to zniekształcenie jako bunt przeciwko obowiązującym formom”5. Żadnej dociekliwości wobec tego dlaczego „stanie się kreskówkową dziewczynką bezkrytycznie orędującą za kapitałem w akcie uczestnictwa, sprzymierzenie się ze schizokapitalizmem poprzez stawanie-się-animcem […] pozwoliło mi jak chyba nic dotąd faktycznie odczuć prądy libidinalne”6. Bo jest martwa dla niego i właśnie taką ją lubi najbardziej.
tłumaczenie Patryk Ciesielczyk
Footnotes
-
Strony podane w tekście odsyłają do Tiqqun, Preliminary Materials for a Theory of the Young-Girl, przeł. z franc. A. Reines. Los Angeles 2001. ↩
-
1999 introduction [w:] Tiqqun, Raw Materials for a Theory of the Young-Girl, https://libcom.org/files/jeune-fille.pdf. ↩ ↩2
-
A. McGroot, All Hail the Blessed Sutcliffe, „Whorecull” nr 1/2001. ↩
-
J.-F. Lyotard, Pożądanie zwane Marks, przeł. K. Żabicka, P. Pieniążek, „Colloquia Communia” nr 1-3/1998, s. 398 ↩
-
N.T.R. Watts, On the Concept of Moé, „Urbanomic Documents” 2021, https://www.urbanomic.com/document/moe. ↩
-
Caroline Foley podczas wczesnego etapu komunikacji Kjut Komitetu. ↩

